Obudziłem się wcześnie, głównie przez promienie słoneczne wpadające do sypialni przez okno, które wczoraj zapomniałem zasłonić. Byłem zbyt zmęczony, nawet nie wziąłem prysznica. Trzeba było to nadrobić, wziąłem długi, zimny prysznic, wyszczotkowałem zęby i założyłem świeże ubrania a stare, wrzuciłem do prania. Nasypałem psom karmy i nalałem świeżej wody, sam nie miałem ochoty na jedzenie. Zauważyłem, że witaminy dla nich się skończyły, tak też ruszyłem do weterynarza (Tylko tam było można je dostać) Były w malutkiej paczuszce, więc bez problemu zmieściły mi się w kieszeni. Kiedy wracałem bocznymi drogami (Miałem bliżej) usłyszałem krzyki, ruszyłem w ich kierunku, aż dotarłem do jakiejś ślepej uliczki. Stał tam chłopak, przypierał dziewczynę do muru trzymając ją mocno za nadgarstek i cały czas na nią krzyczał, w porę go od niej odepchnąłem, nim zdążył ją uderzyć.
- Jakiś problem? - rzuciłem ostro, spojrzał na mnie spod byka.
- Jeszcze się policzymy. - fuknął do niej i przejechał palcem po szyi.
- Uważaj, żebym ja się z tobą nie policzył. - warknąłem.
Odszedł, a ja kucnąłem przy dziewczynie, która próbowała uspokoić płacz i trzymała się za nadgarstek.
- Wszystko w porządku? - spytałem, no tak, głupie pytanie. Przecież widać że nie jest, debil. - Wybacz, widzę że nie jest. Bardzo boli? - skierowałem wzrok na jej nadgarstek, dało się dostrzec, że był lekko siny. Złamany na pewno nie, ale skręcony... albo obity.
Rose?