Dopiero po godzinie wyszliśmy z namiotu. Pomagałam chłopakowi w przygotowaniu w śniadania. Gdy było gotowe, spożyliśmy je i zaczęliśmy powoli zbierać rzeczy. Nagle zadzwonił mój telefon. A raczej mój szef.
- Bill?
"- Rose, musisz przyjechać do schroniska. Możesz?"
- Jasne, będę najszybciej za godzinę.
"- Czekam. Chodzi o Babi." -odpowiedział na pytanie, które właśnie miałam zadać.
Rozłączyłam się i przebrałam w świeże ubrania.
- Co się stało?
- Możesz mnie podwieść od razu do schroniska?
Maks?