Od Rose do Maksa

Kiedy się obudziłam zobaczyłam, że Maks śpi obok mnie. Pocałowałam go i po chwili otworzył oczy.
- Cześć.
- Hej. Głodny?
Pokiwał głową, wstałam i poszłam do kuchni. Tym razem ja przygotowałam śniadanie. Chłopak zszedł na dół i objął mnie.
- Co tam masz?
- Kanapki, siadaj do stołu zaraz przyniosę. -dałam mu buziaka w policzek.
Chłopak nie chętnie odsunął się ode mnie i wyszedł z kuchni.
***
- Jadę teraz na trening, przyjadę po Ciebie jak skończę, ok? -powiedział, gdy byliśmy już pod schroniskiem.
- Dobra, powodzenia. -pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę.
Weszłam do środka. Nikogo jeszcze nie było, więc postanowiłam trochę posprzątać.
***
Po godzinie zjawił się dopiero właściciel z psem.
- Przepraszam, że musiała na mnie pani trochę poczekać, ale wyszło zamieszanie z biletami.
1. Co mnie to obchodzi?
2. "trochę" to za mało powiedziane.
- Gdzie psiak?
- W samochodzie. Już go przyprowadzę. -wrócił się do auta, a ja poczekałam na przed budynkiem.
Pożałowałam, że nie poszłam z nim. Dosłownie wypchnął psa z bagażnika i uderzył smyczą. Podeszłam tam od razu.
- Co ty robisz?!
- Ugryzł mnie, kundel. -zamachnął się, aby go jeszcze bardziej wystraszyć.
Spojrzałam na psa, był przerażony. Na ciele miał wiele blizn, szczególnie na karku. Zastanowiłam się czy na pewno oddają go, bo jadą za granice.
- Muszę spisać pana dane. Proszę za mną.
- Po co moje dane? Miałem tylko przywieść psa.
- Przykro mi, ale bez tego się nie obejdzie.
- No dobrze. -westchnął i pociągnął psa.
- Może ja już go wezmę. -wyciągnęłam rękę po smycz.
Mężczyzna oddał mi ją bez wahania.
***
Wprowadziłam psa do boksu, nazwali go Lorax. Był przestraszony i nie bardzo miał do mnie zaufanie. Nalałam mu wody i dałam jeść, rzucił się na miskę z jedzeniem, jakby nie jadł przez tydzień. A wcale na wychudzonego nie wyglądał. Kiedy nabrał do mnie większego zaufania, mogłam opatrzyć jego rany.
***
Nagle zadzwonił Maks.
- Cześć, zaraz będę po Ciebie.
- Dobrze, czekamy.

Maks?