- Hej, co jest? - spytałem ocierając ją.
Dopiero po chwili spojrzała na mnie.
- Nie, nic. Przypomniała mi się, przykra historia... - stwierdziła, przecierając oczy.
- No dobrze, rozumiem... - przegryzłem lekko dolną wargę i spojrzałem w bok.
**Dwa tygodnie później**
Napisałem sms do Rose, czy ma dziś wolny wieczór. Napisała twierdzącą odpowiedź. Najpierw poszliśmy do kina na jakąś komedię, a później zabrałem ją na stadion. Najprawdziwszy stadion, po drodze zgarniając piłkę z magazynku. (Jako piłkarz, miałem do nich dostęp, mogłem bezkarnie wchodzić na murawę kiedy chciałem)
- Po co tu przyszliśmy? - spytała rozglądając się dookoła z podziwem.
- Mówiłaś że nie umiesz grać, czyż nie? - uśmiechnąłem się lekko. - No więc cię nauczę. - mrugnąłem.
Na początku, jedynie podawaliśmy sobie piłkę, później strzelaliśmy do bramki a na sam koniec zaczęliśmy się kiwać, mieliśmy z tego dużo frajdy. Kiedy dziewczyna na mnie wpadła, zaśmiała się. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się, następnie przytuliłem ją. Poczułem się jakoś inaczej... serce dziwnie mi zabiło.
Rose?