- Sama dokładnie nie wiem, coś z jednym z psów. - wyjaśniła wsiadając.
Zabrałem ostatnie rzeczy i również zająłem swoje miejsce, po piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Widziałem po minie dziewczyny, że się martwi dlatego jechałem dość szybko. Stanąłem pod schroniskiem i ruszyłem za Rose, ciekaw byłem, o co chodzi. Jakiś pies kulał. Kucnąłem przed nim, od razu go poznałem.
- Hej przyjacielu, pamiętasz jeszcze sztuczki? - polizał mnie po dłoni, nagle, przed nami zauważyliśmy białą limuzynę, która podjechała pod bramy schroniska.
Rose spojrzała na mnie lekko zaskoczona, westchnąłem głęboko i ruszyłem w jej kierunku, wysiadł ojciec. Był w czarnym garniturze i okularach przeciwsłonecznych, z auta wygramoliła się również Derise, rozejrzała się zaciekawiona po otoczeniu a gdy mnie zobaczyła, podbiegła do mnie radośnie, skoczyła na mnie i dała "buziaka" podniosłem z ziemi jej smycz i podszedłem do ojca.
- Co tu robisz? - spytałem bez większych uczuć.
- Własnego syna nie można już odwiedzić? - uśmiechnął się.
- Dziwne że dopiero teraz sobie o mnie przypomniałeś. - mruknąłem.
Wychylił się lekko zza mnie, spoglądając na Rose, pomachał do niej uśmiechając się ciepło.
- Koleżanka?
- Dziewczyna, ale co cię to obchodzi?
- Oooo, przywieź ją do nas. mama będzie w niebo wzięta. A poza tym, mamy dla ciebie prezent, także przyjedźcie. - stwierdził.
- Oczywiście. - powiedziałem sarkastycznie.
- Dobra, sam ją zaproszę. - wyminął mnie, ściągając okulary.
- Nie, daj jej spokój. - złapałem go za ramię. - Znowu mnie ośmieszysz.
- Nie panikuj, tylko ją zaproszę i się ładnie przedstawię. - poczochrał mnie po włosach.
Uniosłem oczy ku niebu, jak on mnie denerwuje...
- Witam panienkę. - uśmiechnął się do niej miło i lekko pocałował jej dłoń, którą w kierunku jego wyciągnęła. - Nazywam się Tony Asher, jestem tatą Maksa. - dodał z uśmiechem.
- Rose Tuan. - odpowiedziała.
- Chciałbym was zaprosić na weekend do nas, zrobimy sobie grilla, poznamy się. - zaproponował.
Niestety, dziewczyna się zgodziła. Podziękował, założył okulary i ruszył w kierunku limuzyny, jednak odwrócił się jeszcze.
- Wieczorem William przywiezie do ciebie Liama, przywieziesz go jak będziecie przyjeżdżać. Przynajmniej się nie wywiniecie. - mrugnął i odszedł.
Przejechałem dłonią po twarzy.
Rose? Hehex d