Od Rose do Maksa

Kiedy limuzyna odjechała, spojrzałam na Maksa. Był wkurzony, nie słyszałam dokładnie o czym rozmawiał z ojcem, ale chyba nie o czymś miłym. Chciałam się dowiedzieć, o co dokładnie chodzi, ale nie było czasu. Mam nadzieję, że nie jest na mnie zły, że przyjęłam zaproszenie.
- Chodź, zaraz pogadamy. -złapałam go za rękę i ruszyłam do budynku.
Tam czekał już na nas Bill.
- Rose, jak dobrze, że jesteś. To chyba już.
Maks spojrzał na mnie pytająco.
- Musisz tu poczekać. Jedna sunia, będzie rodzić. -dałam mu buziaka i pobiegłam do gabinetu ubrać fartuch i wziąć potrzebne rzeczy.
Weszłam do sali operacyjnej, gdzie leżała już sunia i wyła z bólu. Babi była w ciąży, właśnie rodziła, ale to nie było takie proste, ponieważ psinka został dotkliwie pobita, w czasie ciąży. Szanse, że przeżyje poród były nikłe. Od razu zabrałam się do pracy.
*** godzinę później ***
Babi przeżyła, urodziła 3 zdrowe szczenięta. Odpoczywała teraz w kojcu z młodymi. Ja zdezynfekowałam ręce i włożyłam fartuch do kosza. Kiedy byłam już czysta, wyszłam na zewnątrz do Maksa. Bawił się właśnie z kilkoma schroniskowymi psiakami.
- I jak? -spytał, kiedy podeszłam do nich.
- Nikt nie dawał Babi szans, ale ona dzielnie walczyła i teraz odpoczywa, z trójeczką szczeniąt.

Maks?