Wyszłam rano na spacer i od kąd zamknęłam drzwi do domu czułam, że ktoś mnie obserwuje. Oby to nie był "on". Ruszyłam w stronę parku, tam powinno być więcej ludzi, więc będę bezpieczniejsza. Spacerowałam z godzinę, wciąż obserwowana. Drugą przesiedziałam na ławce obserwując gołębie, które chyba czekały, aż im coś dam. Nie stety nic ze sobą nie wzięłam.
Wracając do domu, wybrałam krutrzą drogę, między blokami. Nie był to dobry pomysł.
- Proszę, proszę kogo my tu mamy? -mój były chłopak wyszedł zza rogu jednego z budynków. To on mnie śledził. -Kochana Rose. Powiedz, co ja mam z Tobą zrobić?
- No nie wiem, zostawić mnie w spokoju?
- Wydałaś mnie, a nie powinnaś. Szczególnie dla tego, że byłaś moją dziewczyną.
- Mam wiele powodów dla których mogłabym to zrobić, ale nie wydałam Cię policji.
- Czyżby? -zaczął szybciej iść w moją stronę- Nie wydaje mi się.
Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam biec, jednak on dogonił mnie i złapał za nadgarstek. Odruchowo krzyknęłam przestraszona, bałam się, że znów mnie pobije. Tak jak dawnej.
- Do kąd to? -krzyknął i ścisnął mocniej moją rękę.
Coś jeszcze krzyczał, ale nie mogłam go zrozumieć. Przyjrzałam się mu dokładniej. Znów był naćpany. Już szykował się, aby mnie uderzyć, ale wtedy podbiegł do nas jakiś chłopak i odepchnął Aaron'a.
- Jakiś problem? -rzucił do niego.
Aar spojrzał na mnie.
- Jeszcze się policzymy.
- Uważaj, żebym ja się z Tobą nie policzył.
Kiedy Aaron odszedł, zaczęłam płakać i usiadłam na ziemię. Chłopak, który stanął w mojej obronie, ukucnął obok mnie.
- Wszystko w porządku? -odpowiedź nie jest oczywista?- Wybacz, widzę, że nie jest. Bardzo boli?
- Spokojnie, przyzwycziłam się. -ocierałam łzy z policzków.- Dzięki za pomoc.
- Żaden problem. Znasz go?
- Niestety.
Maks?