Kiedy się obudziłam, Maksa nie było w namiocie. Usiadłam na materacu i przetarłam oczy. Nagle do środka wszedł Maks.
- Hej. -uśmiechnął się.
- Hej. -podniosłam się, położyłam ręcę na jego ramionach i dałam mu buziaka.
- Chodź, przygotowałem śniadanie.
Wyszliśmy na zewnątrz. Tam czekało na nas jedzenie.
- Aż ślinka cieknie. -przyznałam.
Zjedliśmy śniadanie i poszliśmy na spacer.
Maks?