Przez chwilę byłam zszokowana zachowaniem Maksa, a jego rodzice to już w ogóle. Ale dobrze mu powiedział.
- Jedziemy? -te słowa skierował do mnie.
Pokiwałam głową i podbiegłam do niego, złapałam go za rękę. Przelotnie spojrzałam jeszcze na miny ojca i matki chłopaka, natychmiast przygryzłam wargę. Wyglądali tak zabawnie, ale nie powinnam się śmiać w takiej sytuacji...Po chwili byliśmy już w stajni. Wyprowadziliśmy z boksów, konie, na których jechaliśmy wczorajszego dnia i osiodłaliśmy je.
- Przepraszam, że musiałaś to usłyszeć.
- Ależ nic się nie stało. -położyłam rękę na czole, jaka jestem głupia- Znaczy stało się, ale chodzi mi o to, że nie musisz przepraszać.
Pojechaliśmy do lasu i zatrzymaliśmy się na najbliższej polanie. Zsiedliśmy z koni i usiedliśmy na trawie.
Maks?