- Wiesz co, czasem tracę wiarę w ludzi... - westchnąłem.
Tyle osób przechodzi, widzi płaczące dziecko i nic. Po prostu przykre. Wziąłem chłopca na ręce, aby miał lepszy widok i mógł wypatrywać mamy. Powiedział nam, jak wyglądała. Nagle wyrwał mi się z ramion i pobiegł do jakiejś kobiety, która od razu go przytuliła.
Rose?