Od Rose do Maksa

Po zjedzonym posiłku, wyszliśmy na zewnątrz. Spacerowaliśmy po mieście, trzymając się za ręce i oglądaliśmy wszystko z dokładnością. Nagle usłyszałam płacz dziecka. Odszukałam je wzrokiem. Chłopiec, może pięcioletni, stał na środku ulicy i płakał. Nie było przy nim nikogo, kto mógłby być jego opiekunem. Inni ludzie przechodzili obok chłopca, jakby go nie było, nikt nawet na niego nie spojrzał. Jako jedyna podeszłam do niego, a Maks za mną. Uklęknęłam przed nim.
- Hej, co się stało? -spytałam łapiąc go za rączkę.
- Ma...ma..mama. -z trudem próbował opanować płacz- Nie wiem, gdzie.
- Nie płacz, była tu przed chwilą?
Pokiwał twierdząco głową.

Maks?