Wyciągnąłem z szafki chipsy, a ze schowka napoje, przy okazji dałem psom po kości, aby miały zajęcie, każde poszło gryźć ją w swój kąt. Wróciliśmy na kanapę, odstawiłem wszystko na stolik, chciałem ponownie puścić film jednak dziewczyna zabrała mi pilot i położyła na stoliku, spojrzałem na nią lekko zdziwiony, jednak gdy usiadła mi na kolanach, uśmiechnąłem się. Złączyliśmy nasze usta w pocałunku, siedzieliśmy tak pewien czas, wpatrując się w zatrzymany moment filmu.
- Mój brat zginął jak miał 17 lat, w wypadku samochodowym... jechał za szybko, pękła mu opona i skończył na drzewie. Miał być lekarzem, takim synem jakim wymarzył sobie ojciec. Niestety, nie zdążył go zadowolić. Moja mama nie miała szans na kolejne dziecko, a jednak, pojawiłem się ja. Urodziłem się grubo przed terminem, miałem problemy z sercem, oddychaniem... lekarze dawali mi zerowe szanse na przeżycie najbliższych kilku godzin... a jednak, dałem radę. Rodzice cały czas narzucali mi, kim mam być. Mama, chciała abym był jakimś muzykiem... a ojciec chciał ze mnie zrobić lekarza, albo prawnika. Nie chciałem być żadnym z nich, mama jakoś to zaakceptowała, ale ojciec mnie za to znienawidził, zaczął twierdzić że nigdy do niczego nie dojdę i życzył mi abym również wylądował na drzewie tak jak mój brat... później pojawił się Liam, wszyscy o mnie zupełnie zapomnieli... a ojciec robił wszystko, abym się rzeczywiście rozwalił na pierwszym lepszym zakręcie... - mówiłem to, patrząc cały czas w jeden punkt.
Rose?